W dzisiejszym, pędzącym świecie, pośród zgiełku i niepewności, wielu z nas szuka duchowych wzorców. Czasem jednak postacie świętych sprzed wieków, w zbrojach czy habitach, wydają się odległe i trudne do naśladowania. Tęsknimy za kimś, kto żył podobnie do nas, zmagał się ze zwyczajnymi problemami, a jednak osiągnął niebo. Właśnie dlatego pragnę przybliżyć Wam postać niezwykłą w swojej zwyczajności – Świętą Joannę Berettę Mollę, która pokazuje, że droga do świętości jest otwarta dla każdego z nas, tu i teraz.
Kim była Święta Joanna Beretta Molla? Zwyczajne życie o niezwykłej mocy
Joanna urodziła się w 1922 roku w Magencie, niedaleko Mediolanu, w głęboko wierzącej, kochającej się rodzinie. Była dziesiątym z trzynaściorga dzieci. Od najmłodszych lat jej życie było połączeniem dwóch wielkich miłości: do Boga i do ludzi. To drugie zaprowadziło ją na studia medyczne. Została lekarzem, specjalizując się w pediatrii, ponieważ, jak sama mówiła, pragnęła służyć najmniejszym i najbardziej bezbronnym.
W swojej pracy była nie tylko profesjonalistką, ale przede wszystkim osobą o wielkim sercu. Traktowała swoich małych pacjentów i ich matki z ogromną czułością i szacunkiem, widząc w każdym z nich samego Chrystusa. To nie była tylko praca – to była jej misja i powołanie, realizowane w codziennym trudzie.
Jaki sekret kryły listy Joanny do męża, że poruszają serca do dziś?
Mając 33 lata, Joanna wyszła za mąż za inżyniera Pietro Mollę. Ich miłość była dojrzała, głęboka i przepięknie ugruntowana w wierze. Zachowane listy, które pisali do siebie, są poruszającym świadectwem tego, jak można budować relację małżeńską, w której Bóg jest zawsze na pierwszym miejscu. Joanna pisała do Pietro: „Chciałabym, aby nasza nowa rodzina mogła się stać jakby małym wieczernikiem, gdzie Jezus jest w centrum naszych serc”. To nie były puste słowa, lecz program na całe ich wspólne życie. Pokazywała, że miłość romantyczna i miłość do Boga nie tylko się nie wykluczają, ale wzajemnie się umacniają, prowadząc małżonków ku świętości.
Dramatyczny wybór: Miłość silniejsza niż śmierć
Szczęśliwe życie rodzinne Joanny i Pietro dopełniło narodziny trójki dzieci. Gdy Joanna była w drugiej ciąży, pojawiły się poważne problemy zdrowotne. Pod koniec drugiego miesiąca czwartej ciąży lekarze zdiagnozowali u niej dużego guza (włókniaka) w macicy. Sytuacja była dramatyczna. Medycyna dawała wówczas trzy możliwości:
1. Usunięcie całej macicy, co gwarantowało ocalenie życia Joanny, ale oznaczało śmierć nienarodzonego dziecka.
2. Przerwanie ciąży i usunięcie guza, co również ratowałoby matkę kosztem dziecka.
3. Operacja usunięcia samego guza z zachowaniem ciąży, co dawało dziecku szansę na życie, ale było niezwykle ryzykowne dla Joanny.
Dla Joanny, jako matki i jako lekarza, wybór był tylko jeden. Z pełną świadomością ryzyka zwróciła się do chirurgów z prośbą, która do dziś porusza sumienia: „Jeśli musicie wybierać między mną a dzieckiem, nie wahajcie się – wybierzcie dziecko. Żądam tego”. Jej decyzja nie była aktem desperacji czy chwilowym uniesieniem. Była logiczną konsekwencją całego jej życia, zbudowanego na fundamencie miłości i szacunku dla każdego ludzkiego istnienia.
Czy wybór między własnym życiem a życiem dziecka jest zawsze tak oczywisty?
W mojej posłudze kapłańskiej często spotykam się z ludźmi stającymi przed trudnymi wyborami, które wydają się przekraczać ludzkie siły. Historia Joanny Molli nie jest po to, by oceniać kogokolwiek. Jest ona raczej światłem, które pokazuje, skąd czerpać siłę w najciemniejszych chwilach. Joanna nie była nadczłowiekiem. Jej heroizm zrodził się z głębokiej, osobistej relacji z Bogiem. To właśnie codzienna modlitwa, regularne przyjmowanie sakramentów i życie w zgodzie z Ewangelią dały jej odwagę, by w decydującym momencie postawić miłość ponad strachem przed śmiercią. Jej wybór, choć dla wielu trudny do zrozumienia, w perspektywie wiary staje się potężnym świadectwem zaufania Bożej Opatrzności.
Droga do świętości: Jak Joanna Molla została patronką rodzin
Operacja usunięcia guza powiodła się i ciąża mogła być kontynuowana. W Wielki Piątek 1962 roku Joanna trafiła do szpitala, a następnego dnia, w Wielką Sobotę, przez cesarskie cięcie urodziła zdrową córeczkę, Joannę Emanuelę. Niestety, radość z narodzin szybko przyćmił pogarszający się stan matki. Wdało się pooperacyjne zakażenie – zapalenie otrzewnej. Mimo wysiłków lekarzy, po tygodniu ogromnego cierpienia, które znosiła z wielką godnością, Joanna zmarła 28 kwietnia 1962 roku. Miała zaledwie 39 lat.
Jej heroiczna ofiara poruszyła serca ludzi na całym świecie. Jak podkreślano w dokumentach watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, jej świętość nie była wynikiem jednego aktu, ale zwieńczeniem całego życia przepełnionego miłością. Za jej wstawiennictwem zaczęły dziać się cuda. Jednym z nich, który otworzył drogę do kanonizacji, było niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia uzdrowienie brazylijskiej matki, która w czwartej ciąży znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W 2004 roku papież Jan Paweł II ogłosił Joannę Berettę Mollę świętą Kościoła katolickiego. Na uroczystości obecny był jej mąż Pietro oraz ich dzieci, w tym ocalona córka, Joanna Emanuela.
Świętość tylko dla zakonników? Historia tej lekarki udowadnia, jak bardzo się mylimy
Wielu z nas myśli, że świętość jest zarezerwowana dla księży, sióstr zakonnych czy męczenników z odległej przeszłości. Święta Joanna Beretta Molla swoim życiem burzy ten stereotyp. Ona uświęciła się w codzienności, w rolach, które są udziałem milionów ludzi na całym świecie.
* Jako lekarz: Służyła pacjentom z największą troską, widząc w nich bliźnich potrzebujących pomocy.
* Jako żona: Kochała swojego męża miłością wierną, czułą i otwartą na Boga.
* Jako matka: Oddała wszystko dla swoich dzieci, łącznie z własnym życiem.
* Jako kobieta: Była osobą nowoczesną, aktywną, kochającą życie, góry, muzykę i teatr.
Jej historia to dowód na to, że każde powołanie – małżeńskie, zawodowe, rodzicielskie – może być drogą do nieba, jeśli tylko przeżywamy je z miłością i wiarą.
Dziedzictwo Świętej Joanny: Co jej historia mówi nam dzisiaj?
Święta Joanna Beretta Molla jest dziś patronką matek w stanie błogosławionym, rodzin, lekarzy i obrońców życia. Jej postać jest niezwykle aktualna. Uczy nas odwagi w obronie fundamentalnych wartości, przypomina o świętości każdego ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Jest dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla osób starszych, które nieraz czują się samotne i potrzebują duchowego wsparcia, potężną orędowniczką w niebie. Pokazuje, że trud, cierpienie i ofiara, przeżywane z Bogiem, mają głęboki sens i przynoszą owoce na wieczność.
Historia Świętej Joanny to nie jest opowieść o śmierci, ale potężne świadectwo o życiu i miłości, która je zwycięża. Jej życie przypomina nam, że prawdziwa miłość jest zawsze gotowa do ofiary i że to właśnie w dawaniu siebie odnajdujemy najgłębsze szczęście.
Niech przykład tej niezwykłej żony, matki i lekarki będzie dla nas inspiracją i umocnieniem w naszej własnej, codziennej drodze do świętości. Pamiętajmy, że nie jesteśmy na niej sami. Mamy w niebie przyjaciółkę, która doskonale rozumie nasze troski.
Podzielcie się w komentarzach, która część historii Świętej Joanny poruszyła Was najbardziej.
